Przez ostatnie kilka miesięcy byłem skupiony tylko i wyłącznie na opisywaniu ćwiczeń i zabaw ruchowych na blogu. Było monotematycznie, dlatego postanowiłem coś zmienić, odgonić nadciągającą rutynę. W pewnym momencie zderzyłem się ze ścianą, zacząłem się dusić, a to pierwszy znak, że trzeba zmienić otoczenie, poruszyć inne tematy.
Dzisiaj będzie inaczej, czy lepiej, sami ocenicie. Będzie luźno, bez napinania, krytykowania.
Jakiś czas temu zapytałem Was na grupie FB Nauczyciele WF i Trenerzy o dyscyplinę, której nie lubicie nauczać. Byłem ciekaw Waszych odpowiedzi, czy choć trochę pokrywają się z moim antyfaworytem.
Wyniki ankiety znajdziecie poniżej. Jesteście zaskoczeni?

Chwila, chwila… ale jak to? Nauczyciel WF-u nie lubi wszystkich sportów? Tak, wszystkiego nie da się lubić, są działy/dyscypliny, które nigdy nie sprawiały mi przyjemności, nigdy nie czułem się w nich dobrze. Nie walczę z tym, po prostu tak jest, i będzie. Jak mam zarażać pasją do dyscypliny, która ewidentnie mi nie leży? Nie chcę i nie będę udawać, że lekcje z gimnastyki sprawiają mi frajdę. Odhaczam je w moim planie pracy dydaktycznej i idę dalej z materiałem. Z ulgą.
Wczoraj
Gimnastyka nigdy nie była moja bajką. Nigdy nie będzie. Nie chcę Ciebie skłamać, ale w podstawówce, gimnazjum (byłem pierwszym rocznikiem), czy w liceum miałem może z 3-4 lekcje z gimnastyki. Nie więcej. A może nawet mniej. Sprzęt gimnastyczny był schowany głęboko w magazynku, pewnie gdzieś w rogu z karteczką – nie ruszaj, bo zepsujesz! Ok, materace pełniły rolę bramek, czasem się na nie bezmyślnie rzucałem, pajacowałem. Typowe niedojrzałe zachowanie dziecka. Chyba. Chciałem grać tylko w piłkę, jak większość dzieciaków w naszym wieku. Gruby miał tylko zawsze pod górkę, ciągle na bramce, nieustannie obwiniany za stracone gole. Ale jego gimnastyka jeszcze bardziej by pogrążyła. Takie czasy. Może jakby ktoś wcześniej zaraził mnie, pokazał nowe oblicze gimnastyki, to moje nastawienie byłoby inne. Może…
Nie ukrywam, że gimnastyka była dla mnie koszmarem na studiach. Nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę Blanikiem. Brak obciągniętych palców, zła pozycja końcowa, pogniecione skarpetki. Jeeezu, męczyłem się z zaliczeniami niemiłosiernie, a mój skok przez konia… zakończył się na pogotowiu. Wybiłem się z odskoczni za lekko, wylądowałem całym swoim ciężarem na lewą dłoń. Mój wypadek wyglądał mniej więcej tak:
Zrobiłem się blady jak MJ (trener jeszcze bardziej), ból był nie do opisania, ale nie uroniłem łzy. Twardy chłopak! Dobrze że nie połamałem się w pięciu miejscach. O dziwo, byłem szczęśliwy, że przez jakiś czas odpocznę od materaców, skrzyni, drabinek i innych koszmarów 🙂 Zajęcia z gimnastyki wysysały ze mnie resztki energii, byłem zmęczony fizycznie i psychicznie. A że mam niedobry charakter, za bardzo się przejmuję, to wszystko obróciło się przeciwko mnie. Spinałem się tak bardzo, że nawet koń był mi nie straszny. Przeliczyłem się.
Nie, gimnastyka to nie moja bajka.
W ciągu ostatnich 5 lat opublikowałem ponad 280 wpisów (lepszych/gorszych, nudnych i tych nawet zabawnych). Gimnastyce poświęciłem 5 wpisów, czyli plus/minus 2% udziału w blogu. Nie ma co liczyć, żeby w najbliższym czasie liczba ta się zwiększy. Nie mam do tego pasji i serducha.
Dzisiaj
Gimnastyka jest dla mnie nudna, brakuje mi emocji, wszystko skierowane jest na perfekcje, co za tym idzie kreatywność gdzieś ucieka. Zadania ruchowe są odtwórcze, powtarzamy dany ruch setki razy. Powtarzamy, powtarzamy i jeszcze raz powtarzamy. Niektórzy z Was napiszą – Piotrek, gimnastyka to walka z samym sobą, przekraczanie własnych możliwości, radość z uzyskanej perfekcji itp. Zgadza się, ale to za mało, brakuje tego „czegoś” , co przyciąga jak magnes. Nie ma zabawy. Żeby było jasność – jestem świadom wszystkich zalet gimnastyki, wpływu na zdrowie, ciało i umysł. Podziwiam gimnastyków za ich sprawność fizyczną, panowanie nad ciałem, skupienie i perfekcję. Tylko, że to nie moja bajka. Brakuje mi w tym wszystkim spontaniczności, śmiechu, rozluźnienia. Wszyscy są tacy poważni, skoncentrowani, tacy nudni. Gimnastyka nie jest sportem dla ludzi o słabych nerwach, co gorsza, niektórzy uczniowie po kilku nieudanych próbach poddają się. Ci słabsi, z niską samooceną lub niespełnioną ambicją. To są zawsze trudne lekcje, nie zawsze udaje mi się namówić „zablokowanego” ucznia do jeszcze jednej próby. Może przekonałbym więcej uczniów do aktywności, gdybym sam był przekonany do gimnastyki (masełko maślane)?
Moich chłopaków rozpiera energia od środka, chcą biegać, bawić się, grać w piłkę (koszykówka, piłka nożna, siatkówka), uwielbiają rywalizować, porównywać swoje wyniki. Dla nich WF bez emocji jest nudny. Dla mnie też. Potrzebują ciągle dodatkowych bodźców, nowych form ruchowych. Na samo hasło – „dzisiaj uczymy się przewrotów w przód”, dzieciaki mają skwaszoną minę, a ja ich nie potrafię zarazić pozytywną energią, przekonać że te wszystkie przewroty są fajne. Nuda, Panie! Często słyszę od uczniów: 'po co w ogóle robimy przewroty?’, „nie możemy zagrać w piłke, nudne te fikołki”. Odpowiadam im, że fikołki to oni robili w przedszkolu. Mało śmieszne, ale nie potrafię inaczej. Mijają lekcje, dzieciaki wykonują przewroty, zaliczają i zapominają o nich. Ja też. Lekcje potrafią dłużyć się w nieskończoność, zegar tak tyka, a czas nie umyka. I to ciągłe powtarzanie o zasadach bezpieczeństwa, nieustanna kontrola, zwracanie uwagi dzieciakom, które niekoniecznie wyniosły z domu podstawy kultury osobistej i szacunku do drugiej osoby. Byle tylko nic się nie stało, bezpieczeństwo ponad wszystko. Ponad wszystko. Rzecz jasna, nie zapominajmy o indywidualizacji, w końcu do każdego ucznia musimy podchodzić indywidualnie, dostosować zadania do potrzeb i możliwości dziecka. Tutaj zatrzymajmy się na chwilkę… przewroty i 25 osób w sali gimnastycznej, tak, indywidualizacja pełną gębą. Do każdego ucznia można podejść, na spokojnie wytłumaczyć, poprawić błędy. Wszystko pod kontrolą, prawda?
Gimnastyka, to nie moja bajka.
Walczę z rutyną, wprowadziłem ostatnio rywalizację podczas przewrotów w przód. Rozstawiłem 4 materace (1 – Ekstraklasa, 2 – Liga Europy, 3 – Liga Mistrzów, 4 – Mistrzostwa Świata), na początku wszyscy ustawieni przy „Ekstraklasie”. Uczeń mógł awansować/spadać z danego materaca (w zależności od poprawności wykonania przewrotu). Były ciągłe rotacje, uczniowie sami siebie oceniali, znali kryteria na poszczególny materac. Coś drgnęło, chłopaki zaczęli się starać, rywalizować, porównywać się.
Jeżeli macie pomysł na super lekcji z gimnastyki, to dajcie znać. Coś nowego, nietypowego, odbiegającego od typowego toku zajęć ruchowych.
Jutro
Realizuję wszystkie gimnastyczne treści z podstawy programowej (skoki przez kozła, stania na rękach, układy gimnastyczne), ale nic ponad to. Nauczyć, nauczę, ale spod mojej ręki nie wyjdzie nowe pokolenie mistrzów gimnastyki. Oczywiście, ćwiczenia gimnastyczne stosuję na każdej lekcji wychowania fizycznego w celu kształtowania wszechstronnego rozwoju dziecka. Nie lubię prowadzić lekcji typowo gimnastycznych, już teraz wiecie dlaczego.
Przedstawiłem moją subiektywną opinię na temat gimnastyki. Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłem, a nawet jeśli, to spotkamy się na materacach i wyjaśnimy sobie wszystko 🙂
A Ty jakiej dyscypliny nie lubisz? A może jesteś idealnym nauczycielem i kochasz wszystko?
Zachęcam do aktywnego udziału w grupie na FB Nauczyciele WF i trenerzy. Nie zapominajcie o Fanpage, newsletterze, Twitterze i Linkedin. Wiecie, gdzie mnie szukać.
Piątka, widzimy się na materacach 😉

