Sport to pasja, co za tym idzie wielkie emocje przed, w trakcie i po widowisku sportowym. Czymże byłby mecz piłki nożnej, siatkówki bez publiki? Mecz bez udziału kibiców jest pozbawiony emocji, staje się tworem nie do przyjęcia. Obiekty sportowe muszą spełniać określone warunki, aby kibic mógł komfortowo obejrzeć wydarzenie sportowe. Na szczęście, w Polsce jest coraz więcej nowoczesnych obiektów, nie odstajemy pod względem od zachodnich sąsiadów.

Nie macie wrażenia, że nawet kiepski mecz na nowoczesnym stadionie, lepiej się ogląda niż emocjonujące spotkanie na PRL-owskim obiekcie bez kibiców?

Kiedyś na warunki stadionowe nie zwracałem uwagi.  Czy stałem, czy siedziałem nie miało dla mnie znaczenia, ale… to było kilkanaście lat temu. Właściciele klubów sportowych powinni zrozumieć, że kibic to klient, któremu należy zapewnić odpowiednie warunki na trybunach.

estadio

Nóż  w kieszeni się otwiera, gdy przypomnę sobie jaki był stan trybuny na stadionie Łódzkiego Klubu Sportowego-wąskie przejścia, połamane ławeczki, ludzie załatwiający potrzeby fizjologiczne w przejściach, za takie „atrakcje” nie mam zamiaru płacić. Daleki jestem od postawy- „płacę i wymagam”, ale pewna przyzwoitość ze strony organizatorów powinna zostać zachowana.

Kiedy zmienimy naszą polską mentalność? Czemu prezesi nadal nie mogą zrozumieć, że klub musi najpierw coś dać od siebie, aby kibice powrócili na stadion? Uwierzcie mi, jest wielu kibiców, którzy nie chodzą na mecze, nie dlatego że się boją, ale z braku podstawowych wygód, które na zachodzie są normą…

Sama historia klubu, sam mecz nie wystarczy, przynajmniej dla mnie… Pewnie część z Was zaraz napisze, że nie jestem „prawdziwym” kibicem, nie wspieram na dobre i na złe ukochany klub. Jaka jest zatem definicja „prawdziwego” kibica? To osoba, która wydziera się na pół osiedla wykazując „miłość” do swojego klubu, po czym stara się za darmo wejść na mecz? A może osiłek, który zabiłby własną matkę, za to że ośmieliła się sympatyzować z innym klubem (nie daj Boże z lokalnym rywalem)? Jeżeli mam być stać w jednym szeregu z takimi osobami, to poddaję się, nie chcę nazywać się prawdziwym kibicem…

Przed każdym meczem ligowym, mam uczucie jakbym żył w mieście policyjnym, gdzie się nie obejrzę radiowóz, policjanci. Wszyscy szykują się na wojnę, ale… ja tylko chciałem obejrzeć mecz, po co to całe zamieszanie? Aha… zapomniałem są na świecie są ludzie, dla których mecz to świetna okazja, żeby „leczyć” kompleksy, wyżywać się na innych z powodu własnych porażek życiowych.  Czy to są Ci najwierniejsi kibice? W takim razie nie jestem prawdziwym kibicem.

Całkiem niepostrzeżenie można dostać pałką po plecach od policjantów, którzy omyłkowo pomylą Cię z kibolami, wszyscy wrzucani są do jednego worka z napisem- „bydło”. A może lepiej w domu zasiąść wygodnie w fotelu, zapiąć pasy (pozdrowienia dla Andrzeja Twarowskiego z Canal+ Sport) i obejrzeć futbol na najwyższym europejskim poziomie?

Wybrałem się wreszcie na szlagierowy mecz naszej ekstraklasy, z nadzieją że chociaż w minimalnym stopniu zobaczę emocjonujące widowisko sportowe. Zasiadam wygodnie (pojęcie względne) na ławeczce, na sektorze dla „zagorzałych fanów”. Początek meczu, pierwsze okrzyki kibiców, obserwuję osiłka, który  przekazuje dość jasny komunikat innemu kibicowi-nie śpiewasz, dostajesz „w mordę”. Nie śpiewam klubowych przyśpiewek, szanuje inne kluby oraz kibiców przyjezdnych-nie jestem prawdziwym kibicem.

Świetnie, nie dość że człowiek raz na jakiś czas wychodzi na mecz, od razu dostaje ripostę, utwierdzającą, że warto jednak obejrzeć mecz w TV. Po tym incydencie zmieniam trybuny (służby ochronne nie istnieją, można swobodnie zmieniać sektory), zasiadam w sektorze rodzinnym. Wszystko fajnie, tylko czemu czuję drgania konstrukcji podczas podskoków kibiców (haniebne „kto nie skacze ten…)? Czy za chwilę zawali się trybuna? Nie chcę o tym się przekonać, uciekam stąd jak najdalej… Opuszczam obiekt, nie wspieram swojej drużyny-nie jestem prawdziwym kibicem.

Podaję przykład stadionu Łódzkiego Klubu Sportowego, który był w opłakanym stanie, przez wielu nazywany Estadio Da Gruz (dosłownie tynk odpada ;/) Nie wiem jak jest w innych miastach, ale mam prawo myśleć, że o ile stadiony są w lepszej kondycji, to kultura kibicowania jest na podobnym poziomie, żenującym poziomie… Irytują mnie zachowania kiboli do tego stopnia, że omijam stadiony ligowe szerokim łukiem. Nie chodzę na mecze, nie kupuję biletów, nie wspieram finansowo klubu, nie jestem prawdziwym kibicem.

Jeżdżę tylko na mecze reprezentacji, mam wtedy pewność, że przeżyje coś niesamowitego, emocjonującego i nie mówię tu o ucieczce przed bandą osiłków polujących na mój szalik:) Oczywiście zawsze zdarzają się wyjątki od reguły, ale na Stadionie Narodowym raczej nie dostaniesz szklaną butelką rzuconą z góry na Twój sektor, nie zobaczysz ludzi załatwiających swoje potrzeby fizjologiczne w przejściach…

poznan
Uwielbiam stadion w Poznaniu, mam masę wspomnień związanych z tym obiektem. Dla mnie jest to najpiękniejszy obiekt w Polsce, kosmiczny i nieziemski wygląd z zewnątrz, trybuny umieszczone blisko murawy, znakomita widoczność z każdego miejsca. Wracając do kultury kibicowania… Podczas meczu Chorwacja-Włochy (Euro 2012) byłem w samym środku sektora z najwierniejszymi fanami Chorwacji, oczywiście w szaliku z barwami Italii (zakup pod wpływem impulsu). Pomimo podchmielonych, radosnych przybyszów z południowej Europy, czułem się bezpiecznie, zrelaksowany oglądałem meczu. Można? Wyobraźcie sobie teraz taką sytuację podczas meczu ligowego? Na złamanej szczęce by się nie skończyło, przynajmniej nie w Łodzi…

Od 3 lat nie byłem na meczu ligowym, powyżej wymieniłem kilka powodów dlaczego wolę oglądać mecz w TV lub jeździć tylko na reprezentację. Jak jest w Waszych miastach? Czy chodzicie na mecze ligowe?  Czy jesteście „prawdziwymi” kibicami?


Facebook Like Box provided by plumber orange county